#10 "450 stron" Patrycja Gryciuk


Tytuł: 450 stron
Autor: Patrycja Gryciuk
Kategoria: thriller/sensacja/kryminał
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 416


Wiktoria Moreau to amerykańska królowa kryminału polskiego pochodzenia z francuskim nazwiskiem, które pozostało jej po byłym mężu, z którym obecnie utrzymuje przyjazne stosunki. Po rozwodzie przeprowadziła się z San Francisco do Nowego Yorku gdzie otrzymała pracę sekretarki w wydawnictwie wydającym książki medyczne.
Wielu "upartych" autorów przysyłało do Med Publishing swoje debiutanckie powieści mimo, że wydawnictwo zastrzegło, że wydaje tylko i wyłącznie książki medyczne.



Wszystkie nadesłane powieści zamiast wylądować w śmietniku
trafiały do rąk Wiktorii, która w domowym zaciszu "konsumowała" je. Po przeczytaniu jednej z takich powieści, zainspirowana dziewczyna postanowiła stworzyć coś własnego. I to było to! To było coś co napędzało ją do działania. Pisała dniami i nocami, a kiedy skończyła ryczała jak dziecko na myśl o rozstaniu z bohaterami, którzy stali jej się tak bliscy. Swoją pierwszą powieść zatytułowała "Skóra". Wiktoria nie chciała użerać się z wydawcami dlatego postanowiła sama wydać swoją powieść. Wydała wszystkie oszczędności na druk i dystrybucję swojej książki. I udało jej się, ale nie było kogoś kto by wypromował jej dzieło. Pewnego razu ktoś podpowiedział jej żeby wydała ją w formie e-booka. I to był strzał w dziesiątkę. Nagle powieść stała się wielkim hitem. Setki agentów zaczęło nadsyłać jej propozycje współpracy. Jej pisarska kariera zaczęła nabierać tempa na tyle by pozwoliło jej to zrezygnować z pracy w Med Publishing. Obecnie za kilka dni ma się odbyć premiera jej najnowszej książki "Na dnie", tak długo wyczekiwanej przez miliony czytelników. 
Lars Washington to jeden z najbardziej poczytanych amerykańskich pisarzy powieści kryminalnych. Nie dawno ukazała się jego najnowsza powieść "Trupy w rzece Hudson". Książka zyskuje ogromną popularność i niestety nie tylko dzięki  doskonale skonstruowanej fabule, ale  także morderstwom, które ktoś popełnia według fabuły jego powieści. W dodatku Wiktoria zostaje oskarżona o plagiat powieści Washingtona i podejrzana o serię morderstw popełnionych w rzecze Hudson. Postanawia na własną rękę znaleźć sprawcę. Czy jej się to uda? Czy przy okazji odkryje miłość?



Jak już zapewne wiecie z wielu TAG'ów i recenzji, które publikowałam na moim blogu, po powieści "Plan" Patrycja Gryciuk stała się moją ulubioną pisarką. Zakochałam się w jej debiucie i ze zniecierpliwieniem wyczekiwałam jej kolejnej powieści. Po fenomenie "Planu" oczekiwałam wiele od "450 stron" i w muszę przyznać, że... ani trochę się nie zawiodłam. Druga książka pani Patrycji to niezwykła mieszanka kryminału, sensacji i thrillera. Autorka z niezwykłym sprytem ukrywa puzzle tak rozbudowanej zagadki i pokazuje, że przysłowie "najciemniej jest pod latarnią" ma w sobie wiele prawdy. "450 stron" zaskakuje na każdej kolejnej stronie.



Bohaterowie zostali doskonale wykreowani. Nie chcę się tu rozwodzić nad bohaterami, no bo cóż mogę na ich temat powiedzieć, jak już chyba wspominałam przy "Planie" Patrycja Gryciuk kreuje bohaterów "doskonałych w swojej niedoskonałości". Postacie są tak realistyczne, że czasami nie wiedziałam czy to co czytam jest rzeczywistością czy (niestety) tylko fikcją.
Wiktoria Moreau to 35-letnia pisarka polskiego pochodzenia. Każda z jej powieści stała się wielkim hitem. Kobieta po rozwodzie z mężem nie spotykała się z nikim więcej. Uważa, że miłość to strata czasu. Do czasu kiedy na jej drodze staje Mackenzie Stanford...


Styl autorki jest niepowtarzalny. Patrycja Gryciuk Bawi się słowem jak nikt inny.


"Wiktoria uwielbiała eksperymentować ze słowami. Pisać, zestawiać, bazgrać, wymieniać. Bawić się nimi. Była też faza na tłumaczenia i wybory na Miss Języka. Na przykład taki deszcz. Po angielsku rain. La pluie po francusku. La lluvia po hiszpańsku, a u nas deszcz. Nasz jest szeleszczący, hiszpański jest mokry, rain stuka w parapet, ale żabojady górą! La pluie spada samo z nieba i rozbija się z niesłychaną wilgotnością o gładki policzek. Nic na to nie poradzimy, la pluie jest najbardziej wodny i tęczowy na świecie. W Oregonie nie pada. Il pleut en Oregon. Albo motyl. Le papillon. Ładnie, ale kojarzy się z pajęczyną. A już taki motyl uwięziony w pajęczynie to straszny widok. Jak słyszysz butterfly to wielka maślana mucha fruwa ci przed oczami. Nie ma szans. Motyl płynie razem z melodią. „Dmuchawce, latawce, wiatr”. Nie da się ukryć: motyl jest nasz."

"Małe literki ustawiały się w rzędzie, jak żołnierze gotowi do boju. Dobierały się w słowa, akapity batalionów i rozdziały jednostek. Stanęły równo, noga przy nodze, mężnie prężąc stalowe piersi połyskujące czarnym ekranowym atramentem. Czekając na znak do walki na mój strzał (...) Cholera. Ręka zadrżała. W końcu padł długo wyczekiwany strzał. Naboje. Łuski. Łuski. Naboje. Cudowna amunicja. Krzyk do walki. Hasło. Do boju! Po nim stwardniały mięśnie, napięły się żyły. Wyostrzyły się spojrzenia. Zamarły oddechy. Pierwsze kropelki potu zawisły na gładkich czołach. Najpierw zwiadowcy. Potem mięso armatnie, aż w końcu zawodowi wojskowi. Doświadczenie i chluba mojego narodu. Równoważniki zdań, synonimy, wielokropki. Żołnierze doskonali, wyszkolona kadra, jednostka elitarna. Każdy z nich dzielny i silny. Oddany."


"Słowa Wiktorii płynnie wypełniały pomieszczenie sypialni, zlewając się melodyjnie  z szumem fal za oknem, potokiem, jego myśli, tworząc baśniowe obrazy w jego wyobraźni. Miał teraz tylko jedno pragnienie: znów się z nią kochać, ale wtedy przestałby czytać. Czekał więc cierpliwie, kosztując każde słowo delektując się jego znaczeniem, upajając się każdą przerwą na oddech i rozkszując się cudowną historią czarnych literek. Zamknął oczy i odpłynął."

Zakochałam się na nowo w twórczości Patrycji Gryciuk. To co stworzyła za pomocą słów to czysta magia. Gdy czytam jej książki za każdym razem zatracam się w nich bez pamięci i za każdym razem zakochuje się w nich na nowo. To niesamowite...

Warto jeszcze na koniec wspomnieć o okładce, która doskonale oddaje fabułę książki. Nic więcej tu nie powiem. Jak przeczytacie "450 stron" będziecie wiedzieć o co mi chodzi. Choć wielki minus daję wydawnictwu Otwarte za marnowanie papieru! Ponieważ połowę strony to szerokie (bardzo, bardzo szerokie) marginesy. To moim zdaniem marnowanie papieru, który mógłby zostać spożytkowany na większą ilość książek. (ale to jedynie moja osobista dygresja :D)



Amy

Udostępnij ten post

3 komentarze :

  1. Jeszcze nie czytałam, ale oczywiście mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zainteresowałaś mnie tą powieścią. Chyba nadszedł ten czas przeczytania czegoś polskiego oprócz lektur. :)
    Pozdrawiam!
    http://in-the-book-word.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dziękuję :* mam nadzieję, że Tobie również spodoba się "450 stron".

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :)

My Library © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka